Obecny czas, to zdecydowanie NIE MÓJ czas. A panująca wśród chłopców choroba nie bardzo mnie motywuje do patrzenia na świat przez różowe okulary. Pogoda też niewiele mi pomaga. Zdecydowanie za wiele jest dni, kiedy chodzę zmęczona, niewyspana, przygnębiona i bez energii. Postanowiłam to zmienić!

Jestem za młoda na to, by czuć wieczne przygnębienie. Pamiętam, że jeszcze niedawno taka nie byłam. Każdego dnia wstawałam z dawką kosmicznej energii, chciało mi się skakać aż do wieczora. A teraz jedyne o czym marzę, to by móc zakopać się pod kocykiem i spać. Wracam zmęczona z pracy, choć nie zawsze ten dzień jest tak intensywny. Fizycznie czuję, że uleciał mój optymizm. Mocno za nim zatęskniłam! W końcu dotarło do mnie, że od siedzenia na fotelu i narzekania nic się we mnie samo nie zmieni. Muszę wziąć życie w swoje ręce i powalczyć o swoje szczęście i dobre samopoczucie.

Mój plan na najbliższy miesiąc, by poprawić samopoczucie.

  1. Uzupełnić brak witamin w organizmie!
    Zdecydowanie mój największy błąd, to zaprzestanie brania witamin. Wiem, że nie jestem w stanie wszystkich dostarczyć do organizmu z jedzenia, dlatego jakiś czas temu uzupełniałam dietę odpowiednimi suplementami. Teraz tego nie robię, stąd pewnie spadek mojej energii. Stawiam na wzmocnienie całego organizmu, od włosów i paznokci (te to są takie słabe, że śmieję się co rusz, że mam je z papieru, bo łamią się w ekspresowym tempie) po poprawę humoru. Na pewno chcę wprowadzić witaminy A+E, D, Omega 3 i magnez (tu odnotowuję sukces, bo biorę go regularnie od dwóch tygodni i nie zapominam!!!). Obecnie poczyniłam postęp, bo zamówiłam sobie kompletny zestaw witamin dla kobiet, zawierający wszystkie te, których mi z pewnością brakuje. 
  2. Ćwiczenia dla przyjemności.
    O tym ile razy zaczynałam i ile razy porzucałam ćwiczenia w cholerę, bo zabrakło mi samodyscypliny mogłabym pisać nieskończenie. Doszłam do etapu w swoim życiu, kiedy przestałam marzyć o figurze super modelki – czas zaakceptować swoje krągłości i niedoskonałości. Jednak czy fakt, że nie będę miała 90/60/90 oznacza, że nie mogę poprawić odrobinę swojej figury? Czy moim życiowym celem ma być wieczne odchudzanie i odmawianie sobie przyjemności? NIE! Nie chcę ćwiczyć by wypluć płuca. Zdecydowałam, że czas ćwiczyć, by sprawić sobie przyjemność, by dostarczyć dodatkowych endorfin. Bez spiny, czy wykonałam codziennie katorżniczy trening.
  3. Nawodnienie organizmu.
    Lubię wodę, nie mam problemu z jej piciem. Ja zwyczajnie o niej zapominam. Wszelkie słodkie napoje dla mnie mogłyby nie istnieć. Sądzę, że ze spokojem dam radę wypijać codziennie chociaż butelkę (1,5l) wody. Stawiam sobie taki cel! Byle tylko o nim nie zapomnieć ;) Czytałam też wiele pozytywnych opinii o wprowadzeniu szklanki przegotowanej wody z cytryną na dobry początek dnia – nie stosowałam tego, ale chyba wypróbuję.
  4. Mniej kawy, więcej herbaty!
    Ci co mnie znają wiedzą, że kawy nigdy nie odmówię. Zawsze mam na nią ochotę i jest jedną z moich największych przyjemności, zaraz po słodyczach. I równie mocno nie potrafię jej sobie odmówić. Postanowiłam jednak ciut ją ograniczyć i zastąpić owocowymi herbatami. Może dorzucę jakąś zieloną od czasu do czasu, by trochę oczyścić organizm z toksyn.
  5. Regularne posiłki, nawet w pracy.
    Moja praca wbrew pozorom nie należy do łatwych. Bardzo często wychodzę z domu przed 5 rano, a wracam koło 18, pracując całe 10 godzin na nogach, często gęsto bez przerwy. Do tego stres i duża presja czasu, odpowiedzialność za ludzi, sprzęt, gotówkę. Bardzo wiele mam na głowie. Ale mimo to, lubię to wszystko. Jednak tak napięty grafik powoduje, że mój cel spożywania regularnych posiłków często kończy się fiaskiem. Przychodzę zmęczona na tyle, że sama myśl o gotowaniu na kolejny dzień mnie męczy. Nie lubię gotować. Jednak chcę to zmienić. Chcę chociaż spróbować przygotowywać sobie boxy z jedzeniem, by nie musieć zapychać się fast foodami.

__________________________

Plan jest mega ambitny. Nie spodziewam się, że od razu uda mi się wprowadzić wszystkie zmiany. Nawet chyba tego nie chcę. Boję się, że jak narzucę na siebie za wiele na raz, szybko się poddam przyduszona zmianami. Zacznę stopniowo, od rzeczy, które najłatwiej będzie mi wprowadzić. Regularne branie magnezu nie boli, bo trwam w tym już drugi tydzień.

Teraz czas na zaopatrzenie się w pozostałe witaminy i suplementy. Zastanawia mnie co zakupić?
Są jakieś konkretne zestawienia witamin, które jesteście w stanie polecić? Może same coś takiego stosujecie?
Czekam na Wasze opinie i rady.