Kiedy urodził się Tobiasz, nie minęło dużo czasu, a wiedzieliśmy, że będzie miał rodzeństwo. Mieliśmy to szczęście, że dość szybko udało nam się zajść w kolejną ciążę. Plan był zrealizowany! Myśleliśmy, że więcej do szczęścia nam nie potrzeba. Życie jednak napisało dla nas zupełnie inny scenariusz, którego jeszcze rok temu w ogóle się nie spodziewaliśmy!

A to ci niespodzianka!

Wiele razy pisałam, że matką zostałam bardzo młodo. Nie spodziewałam się, że w wieku 21 lat nagle przyjdzie mi zmieniać pieluchy. Nie tak miała wyglądać moja młodość! Zawsze myślałam, że to czas, kiedy będę miała mnóstwo znajomych, że będę szukać fajnego faceta… Los chciał inaczej. Musiałam szybko dorosnąć, podjąć bardzo dużo ważnych decyzji. Jednak z ręką na sercu przyznaję, że pomimo wszelkich problemów, z którymi musieliśmy się zmierzyć przez pierwszy rok po urodzeniu Tobiasza, pomimo późniejszego stresu, jak przyjmie młodszego brata i obaw, jak my poradzimy sobie z dwójką małych dzieci, ta rodzicielska przygoda jest super! A od momentu, kiedy Tomasz poszedł w wieku trzech lat do przedszkola, odżyliśmy! W końcu zaczynaliśmy mieć z M. więcej czasu by odetchnąć od codziennego obcowania z dziećmi.
Kiedy nasi znajomi urządzali domówki i bawili się w najlepsze w klubach, my zmienialiśmy pieluchy. Kiedy nasi znajomi wyjeżdżali na drogie wakacje za granicę, my martwiliśmy się o zakup kolejnych paczek pieluch i opłacenie miesięcznego czesnego za przedszkole. Nasze młodzieńcze czasy spędziliśmy na zamartwianiu się o dziecko, na spełnianiu jego zachcianek. I teraz, kiedy mamy już ponad 30 lat, kiedy dzieciaki są absolutnie samodzielne i takie pojętne, że nawet można z nimi na luzaku wyjść na zakupy bez obawy o histerię, nam zachciało się mieć jeszcze jednego malucha!

Co my sobie myśleliśmy?

Jestem obecnie na takim etapie ciąży (niedługo minie połowa), że zaczyna coraz bardziej uderzać we mnie fakt, że już za kilka miesięcy pojawi się na świecie kolejny członek naszej rodziny. I nie będzie to samodzielne dziecko, któremu wystarczy od czasu do czasu podać jedzenie na talerzu, czy pomóc w ubraniu skarpetek, tylko człowiek, który jest absolutnie bezradny, przy którym trzeba będzie się nieźle napracować, zanim w ogóle stanie na nogi. Wszystko zacznie się od nowa! Znów trzeba będzie przeżyć ból porodu, ból karmienia piersią. Nie wspomnę o niezliczonym wstawaniu w nocy. Będziemy wszyscy postawieni na nogi i zmuszeni reagować na każde kwilenie tego małego ludzika! Gdzie tu nasz wypracowany i wyczekany spokój?

Na szczęście, to tylko chwilowe obawy

A potem idę na badania, widzę tą maleńką istotkę na usg, słucham, jak pan doktor opowiada mi i pokazuje wszystkie części ciała tego jeszcze nienarodzonego ludzika i serce mi mięknie. I nie mogę się doczekać, aż będzie mi dane go (lub ją) przytulić. Te wszystkie wcześniejsze obawy mijają, jak za dotknięciem magicznej różdżki! Cofam się pamięcią do tych zdjęć, widzę uśmiechnięte buzie naszych chłopców, wyobrażam sobie trzeciego szkraba między nami i wewnętrznie skaczę z radości. Już nie boję się nieprzespanych nocy, czy bolesnego karmienia piersią. Strach mija. Wiem, że nasza rodzina przyjmie tego nowego malucha z otwartymi ramionami i za chwilę nie będziemy wyobrażać sobie bez niego funkcjonowania.

A póki co cieszę się ponownie kompletowaniem wyprawki i zachwycam się tym malutkim rozmiarem bodziaków i skarpetek.