Wróćcie proszę wspomnieniami do Dnia Mamy. Można śmiało powiedzieć, że to jeden z najprzyjemniejszych dni w roku. Twoje dzieci wpadają od rana do sypialni, ściskają cię i niosą laurki, na których narysowały krzywe serduszka i kwiatki, przypominające roboty rodem z koszmaru. Mąż przynosi nawet śniadanie do łóżka. Szkoda, że to tylko wyobrażenie tego dnia, prawda? Czy tak rzeczywiście wyglądał Twój Dzień Matki? Mój zdecydowanie nie.

Co roku dostaję od któreś znajomej poniższe życzenia. W tym roku dostałam ich kilka, o ile nie kilkanaście. Kiedyś robiły na mnie wrażenie i głośno przyklaskiwałam autorowi. Teraz, kiedy jestem o wiele silniejsza wiem, że ten tekst nijak nie podnosi żadnej matki na duchu.

Do mamy chowającej się w łazience, potrzebującej spokoju przez choćby minutę, gdy łzy spływają jej po policzkach.
Do mamy, która jest tak zmęczona, że nie może już dłużej funkcjonować i zrobiłaby wszystko, by położyć się i choć przez chwilę odpocząć.
Do mamy siedzącej samotnie w samochodzie, zajadającej smutki śmieciowym jedzeniem i ukrywającej to przed całym światem.
Do mamy płaczącej na kanapie po tym, jak krzyknęła na swoje dzieci z powodu jakiejś błahostki i teraz czuje się winna i bezwartościowa.
Do mamy, która desperacko próbuje założyć te stare dżinsy, bo chce tylko spojrzeć w lustro i poczuć, że wygląda dobrze.
Do mamy, która nie chce wyjść z domu, bo czuje, że życie ją przerasta.
Do mamy, która znowu zamawia na obiad pizzę, bo nie udało jej się ugotować tego, co zaplanowała.
Do mamy, która czuje się sama, niezależnie od tego, czy siedzi samotnie w pokoju, czy przebywa wśród tłumu.”

Heloł! Wy tak na serio?

Jakim prawem, ja się pytam, doprowadzacie się do tego stanu? Dlaczego ryczycie z bezsilności w tej przeklętej łazience czy samochodzie? Gdzie jest wasz mąż/partner/ktokolwiek, kto wam pomoże? Same sobie to dziecko robiłyście? Dlaczego pozwalacie doprowadzać się do takiego stanu i nie szanujecie siebie? Dlaczego nie poprosicie o pomoc? Co chcecie (i przede wszystkim komu) udowodnić?

Macierzyństwo nie jest łatwe. Ja to wiem, bo wychowuję dwójkę chłopców, którzy miewają swoje gorsze dni. Wiem, jak ciężko potrafi być, kiedy w domu nie przelewa się z kasą. Wiem, co znaczy chore dziecko w szpitalu. Wiem, co to stanie w kolejce w przychodni. Wiem, co to wakacje z dzieckiem pod pachą. Wiem, co to nerwy, czy dostanie się do państwowego przedszkola. Wiem, co to ząbkowanie, ślinienie się i wymioty czy biegunka. Wiem, co to podróż na sygnale karetką do szpitala z dzieckiem. Wiem, co to zakładanie szwów dwulatkowi. Wiem, co to bójka w przedszkolu. Możesz mi wierzyć, że przechodzimy przez to samo. Nikt nie powiedział, że bycie mamą to łatwa rola. Serio „najgorzej to tylko urodzić, a potem już z górki„? Z perspektywy czasu śmiało powiem, że ten poród to bułka z masłem, w porównaniu z tym, co czeka cię, kiedy wrócicie ze szpitala do domu.

Priorytety, bejbe!

Nie wiem jak Ty, ale ja nie pojmuję, jakie priorytety mają w dzisiejszych czasach kobiety. Kiedyś to było tak, że babeczka wychodziła za mąż, szybko robiła sobie dzieciaka lub dwa (albo i więcej, bo przecież maluszków do kochania nigdy za mało, a nazwisko rodowe musi przetrwać, jak mawiał spędzający pół dnia poza domem mąż) i siedziała z maluchami w domu. Sprzątała, gotowała i ogólnie prowadzenie domu było jej głównym zajęciem i sensem życia. Współczuję kobietom z poprzedniej epoki, ale niestety użalając się nad ich losem niczego nie zmienimy. Trzeba się skupić na tym, co jest teraz. A teraz mamy masę możliwości i rozwoju, babeczki kochane. Dlaczego więc zamykacie się na nie? Dlaczego zachowujecie się tak, jakby po porodzie życie się dla was skończyło?

Bez przerwy słyszę i czytam, że matki nie mają nawet czasu na wypicie w domu ciepłej kawy.

JAK TO?! się pytam. Jak to jest możliwe? Co jest tak ważnego? Pranie? Odkurzanie? A może gotowanie? Ja śmiało mogę przyznać, że wysoko stawiam swoje zachcianki na liście. Dlaczego mam odmawiać sobie czegoś, co sprawi, że będę czuła się lepiej. Lubię ciepłą kawę, to ją piję. A jeśli masz problem i stygnie ci ona za szybko, to polecam robienie sobie kawy w termo kubku. Stosuję tę metodę od jakiegoś czasu i nie wiem, jak mogłam żyć bez tego cuda. Lubię zjeść śniadanie w ciszy i spokoju, to jem. Nie lubię zmywać – to kupuję zmywarkę, która robi to za mnie. Co prawda zebranie się na jej kupno trochę nam zajęło, a potem związało się to z niemałym remontem w kuchni, ale warto było. Nie wiem jak u Was, ale u mnie pralka też całkiem fajnie sobie radzi z samodzielnym praniem. Załadowanie jej zajmuje mi jakieś trzy minuty. Na szczęście moje dzieci nie są alergikami i nie potrzebuję wstawiać ich ubrań na jakieś specjalne programy i zawracać sobie głowy eko proszkami. Choć w dzisiejszych czasach i kupienie specjalnej chemii nie powinno stanowić problemu. Wystarczy wejść w odpowiednią alejkę w supermarkecie i wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. A żeby tego wszystkiego było mało, nie stoję nad pralką i nie czekam aż skończy pranie. A mam wrażenie, że większość z Was tak właśnie robi. Tyle narzekacie na to pranie…
No więc skoro tę sprawę mamy już z głowy, zajmijmy się zmywaniem. Masz zmywarkę? Brawo Ty! Też się jej dorobiłam na przełomie kilku tygodni wstecz. Czekałam na nią jakieś dziewięć lat, ale wreszcie mi się udało. I uważam, że jest to najwspanialszy wynalazek roku. Wkładasz co brudne, nastawiasz program i masz z głowy. Kolejne zaoszczędzone minuty. Znalazłam Ci czas na zrobienie śniadania, wypicie ciepłej kawy i nawet ociupinkę serialu. A Ty narzekasz na ich brak. Ja podarowałam Ci właśnie jakieś półtorej godziny – licząc godzinę na pranie, piętnaście minut na płukanie i wirowanie oraz mycie naczyń.

A co kiedy masz na głowie jeszcze maluchy?

Moja droga, na szczęście istnieje coś takiego, jak drzemka, którą u dziecka bardzo łatwo wypracować. Jak masz szczęście, to twój maluch powinien regularnie spać conajmniej do drugiego roku życia. Jeśli nie, to polecam spacery – świetnie usypiają. Ty masz dawkę tlenu, niezbędną do odstresowania, dziecko drzemkę. Weź ulubioną książkę, albo kup sobie jakąś nową i czytaj na spacerze. Wiesz ile matek tak robi? Zaprzyjaźnij się z jakąś wygodną ławeczką w parku i nie ma wymówek.

Okres przedszkola jest chyba największym błogosławieństwem dla każdej z nas. Zamiast ryczeć pod drzwiami sali, w której w najlepsze bawi się twoje dziecko, uciekaj do domu. Idź na samotne zakupy, choćby do Biedry. Zobaczysz jak cię to zrelaksuje. Wypij te ciepłą kawę. Zjedz to śniadanie w ciszy. Przestań się zamartwiać. Wrzuć laska na luz! Zaczyna się najlepszy czas, kiedy w końcu możesz pomyśleć o sobie! Jak raz, czy dwa razy nie odkurzysz, to świat się nie zawali. Obiadu też nie musisz gotować codziennie. Kup czasem pizzę i tyle. Zrelaksowana i odstresowana mama, jest lepsza od perfekcyjnej! ;)

Jesteś wystarczająco dobra!

Tak właśnie wygląda ten etap życia, w którym teraz jesteśmy. Macierzyństwo bywa naprawdę trudne, wymagające i pełne wyzwań. Gdy nadejdzie właściwy czas, okaże się, że było warto. Ale teraz bywa trudno. I jest trudno dla wielu z nas i w przeróżny sposób. Nie zawsze o tym mówimy, ale tak jest i nie jesteś z tym sama.

„Jesteś wystarczająco dobra. Robisz co w Twojej mocy.
Te małe oczy, które na Ciebie patrzą – dla nich jesteś idealna. Dla nich jesteś więcej niż tylko wystarczająca..
Te małe rączki, które sięgają do Ciebie, aby Cię objąć – dla nich jesteś najsilniejsza. Według nich możesz zdobyć cały świat.
Te małe usta, zjadające jedzenie, które im podajesz – dla nich jesteś najlepsza, bo dzięki Tobie brzuszek jest zawsze pełen.
To małe serduszko, pragnące spotkać się z Twoim sercem – nie chce niczego więcej. Tylko Ciebie.
Bo jesteś wystarczająco dobra. Jesteś bardziej niż wystarczająca, Mamo.”