Nigdy jeszcze nie zadano mi tego pytania tak często! Dziewczynka czy chłopiec? Kogo będziecie mieli? Znacie płeć? Zdradzisz nam kto się urodzi? 

Nawet nie wiecie ile razy chciałam Wam napisać: „TAK, ZNAM PŁEĆ”. I uciąć zdanie. Ale niestety tej płci nie znaliśmy. Lekarz wiele razy próbował podejrzeć, kto mieszka aktualnie w brzuchu, ale albo dziecko było za małe na to, by rokować płeć, albo było źle ułożone, albo lekarz wolał mieć pewność. Nie dziwię się mu, bo już raz przeżyliśmy z M. zmianę płci naszego dziecka. Tobiasz do 25 tygodnia ciąży był dziewczynką! Wyprawka była szykowana w przysłowiowym różowym kolorze. Mieliśmy nawet kilka sukienek. I gdybyśmy z M. nie zrobili sobie prezentu na święta Bożego Narodzenia i nie poszlibyśmy na USG 4D, to pewnie do porodu mówilibyśmy do brzucha: „Madziu”. 

Dlatego teraz nie chciałam znać płci, dopóki lekarz nie będzie na 100% pewny! Wiedziałam, że wiąże się to z długim czekaniem. Wiedziałam, że będę obgryzała paznokcie za każdym razem, kiedy będzie szansa na ocenę płci. Ale w swojej decyzji się nie poddawałam. Aż w końcu zostaliśmy nagrodzeni i od wczoraj wiemy dokładnie, kto mieszka w brzuchu :)

BĘDZIEMY MIELI DZIEWCZYNKĘ!

Wciąż jeszcze nie możemy w to uwierzyć. Obstawialiśmy, że tak ogromna dawka szczęścia nie będzie nam nigdy pisana.

Od samego początku ciąży obstawiałam, że i tym razem urodzi nam się chłopiec. Wolałam nastawić się na kolejnego syna, niż robić sobie nadzieję na upragnioną córkę, które mogły dość boleśnie zostać zgaszone. Bałam się, że nie cieszyłabym się tym trzecim dzieckiem tak, jak powinnam. Wolałam też nie odpowiadać na pytania typu: „Kogo wolisz – chłopca czy dziewczynkę? Denerwowały mnie stwierdzenia: „Teraz to przydałaby się córka, co?, Na pewno chcielibyście córeczkę, prawda?” Otóż NIE! Najważniejsze dla nas było to, by lekarz powiedział nam, że nasze dziecko jest ZDROWE. A płeć szła drugorzędnym planem.

Wczoraj byliśmy na badaniach połówkowych, gdzie pani doktor dokładnie badała każdy narząd naszej córeczki i kiedy powiedziała, że nie widzi niczego, czym by można było się niepokoić, odetchnęliśmy z ulgą. W końcu możemy cieszyć się tymi pozostałymi tygodniami.

Z dnia na dzień dochodzi coraz więcej różowych ubranek, coraz więcej gadżetów potrzebnych przy niemowlaku. Totalne szaleństwo! Zaczynam sobie sama dawać bana na oglądanie wszelkich kont na Instagramie, które proponują produkty dla maluchów. Boję się, że za mocno popłynę i M. w końcu wywali mnie pod most ;)

W końcu nadchodzi czas na posty z różową wyprawką, na które tak bardzo czekałam ;)

Teraz pewnie zaczną się pytania o imię, otóż może Was rozczaruję, ale sami do końca nie wiemy, na które się zdecydować. Mamy na szczęście wybrane tylko DWA, które w ogóle będziemy brali pod uwagę i więcej do tej listy nie zamierzamy dopisywać, bo już w ogóle nie ogarniemy. Przy chłopcach ten wybór wydawał mi się jakiś łatwiejszy. Pewnie dojdzie do tego, że ostatecznie decyzję podejmiemy w ostatniej chwili lub na porodówce. W domu głosy rozdzielone są 50/50 więc też nikt nie pomoże ;) Chłopcy jak zawsze mają odmienne zdanie na temat imienia siostry…