Śmiało mogę powiedzieć, że jestem molem książkowym. Uwielbiam czytać! Jeśli więc szukasz idealnego prezentu dla mnie, zdecydowanie możesz postawić na książkę. Za dzieciaka uwielbiałam Anię z Zielonego Wzgórza, potem przyszedł czas na książki z lekkim dreszczykiem Zafóna, te o miłości od Montefiore czy Moyes i Hoover. Ale chyba najwięcej dało mi czytanie książek motywacyjnych. W życiu nie spodziewałam się, że aż tyle z nich wyniosę. 

Jeśli w życiu nie przeczytałaś żadnej książki motywacyjnej, to pewnie zastanawiasz się, co one wszystkie w sobie mają, że jest tyle osób, które się nimi zachwycają. Przecież to nic innego, jak sentencje, które można przeczytać na plakatach czy w plannerach. Też tak myślałam. Bojkotowałam tego typu książki, bo skoro „złote myśli” czytane w internecie tak często, nic mi nie dały, to dlaczego zamieszczone w książkach miałyby nagle zmienić moje życie? Myślałam o tego typu książkach, jako o sprytnym i szybki sposobie na dobry zarobek. Przecież wystarczyło tylko spisać te złote myśli, dodać lekki komentarz i masz gotowy bestseller.

Jak widać, do wszystkiego trzeba dojrzeć. Ja swoje książki czytałam częściami. Nie zawsze w narzuconej kolejności. Wynosiłam z jednych więcej, z innych mniej. Jedne czytałam po kilka rozdziałów, przez kilka miesięcy. Niektóre z moich wcześniejszych list must have do dziś leżą na półce nieprzeczytane. To nie ich czas. Jedne są na tyle pokreślone ołówkiem, że wracając po kilku tygodniach do lektury, ciężko mi odczytać własne pismo. Inne z kolei mają w środku mnóstwo samoprzylepnych karteczek, służących za zakładki, bym w każdej chwili mogła natrafić na odpowiednią myśl, która podniesie mnie na duchu i poprawi samopoczucie. Jednym słowem, moje książki żyją razem ze mną. Nie są jednorazowo używanym eksponatem, lecz pomocą, po którą cieszę się, że zdecydowałam się sięgnąć.

Moje książki motywacyjne

Te trzy książki, które Wam dziś opiszę bliżej, przeczytałam od deski do deski i uważam, że w pewnym momencie życia, każdy powinien spróbować je przeczytać. Jeśli jesteście ze mną dłużej, wiecie do jakiego stanu się doprowadziłam. Wiecie też, że udało mi się z niego wyjść i dziś czuję się, jakby mi ktoś podarował nowe życie. Nie mówię otwarcie o problemie, jaki miałam, bo wbrew pozorom nie należę do osób, które się uzewnętrzniają ze swoimi uczuciami. Większość emocji trzymam w sobie. Te książki nie tylko pozwoliły mi zrozumieć, że wszystko dzieje się po coś, ale pomogły poukładać priorytety.

Miej umiar. 52 kroki do życia po swojemu – Natalia Knopek

Już sama zapowiedź książki zdecydowała, że to właśnie ją w pierwszej kolejności Wam pokażę: „Dla każdego, kto czuje potrzebę zmiany„. Książka podzielona jest na cztery części. Moją ulubioną jest ta, która mówi o relacjach z innymi. Bo to chyba w tej dziedzinie miałam największe braki. A przynajmniej tak czułam wtedy.

książki motywacyjne

Wszyscy mamy swój zupełnie indywidualny zestaw cech takich jak temperament, poczucie humoru czy odporność na stres. Do tego dochodzi również pokaźny bagaż emocjonalny składający się z naszych przeżyć, traum i przekonań. To wszystko sprawia, że każdy z nas widzi świat w zupełnie inny sposób. Pamiętaj o tym, zanim kogoś ocenisz.
Krytykując, oceniamy świat tylko ze swojej, wydaje nam się jedynej słysznej perspektywy. Na tej podstawie analizujemy, porównujemy, wyceniamy, otrzymujemy gotowy wynik i wrzucamy człowieka do odpowiedniego pudełka. Bez pytania wiemy najlepiej, co, jak i kiedy o kim pomyśleć oraz jak go zaszufladkować. Taki proces często daje nam jakieś złudne poczucie bezpieczeństwa.
(…) Często los stawia przed nami różne osoby tylko po to, byśmy przyjrzeli się samym sobie i swojemu zachowaniu.

A to mój ulubiony cytat:

Będąc sobą, jesteś najlepszą wersją człowieka, jaką tylko możesz być. Nie naśladuj nikogo ani niczego nikomu nie udowadniaj. Życie polega na rozwoju, kroczeniu na przód. Rozwijaj się, ale tylko we własnym tempie.

Miej umiar„, to właśnie jedna z tych książek, którą czytałam chyba najdłużej. I sądzę, że jeszcze nie raz ją przeczytam. Jest cały czas aktualna! Czasem czytałam po stronie, czasem po całym, długim rozdziale. Jeśli jakiś temat mi nie podchodził wracałam do niego później. To ten typ książki, który daje Ci możliwość decydowania o kolejności czytania. Takie chyba lubię najbardziej. Z pozoru czytałam w niej o rzeczach, o których widziałam, ale nigdy nie patrzyłam na nie z innej perspektywy. Po przeczytaniu książki, czułam, jakby Natalia otworzyła mi na niektóre sprawy oczy, ściągnęła klapki.

Bóg w wielkim mieście. – Katarzyna Olubińska

Powiedzieć Wam coś szczerze? Chciałam tę książkę, bo miała śliczną okładkę. Wiedziałam, że fajnie będzie wyglądać na zdjęciach. Przed kupnem powstrzymywał mnie jednak tytuł. Na początku roku, w moim mrocznym okresie, nie żyłam z Nim za pan brat. Obraziłam się na Niego. Obwiniałam o wszystkie nasze nieszczęścia. Odstraszał mnie więc tytuł tej książki. Kilka tygodni temu udało mi się ją kupić u koleżanki na wyprzedaży biblioteczki domowej. Nie, nie, nie. Nie myślcie sobie, że spowodowała, że nagle nawróciłam się i jestem Jego wielką fanką. Do tego jeszcze mi trochę brakuje. Ta książka to raczej pozycja dla tych, którzy jak ja, wierzą w Karmę. W środku znajdziecie dowody na to, że DOBRO WRACA. I potwierdza to tak wiele osób.

Jak zmieniłam życie w rok? – Malwina Balakarz

Tak, to TA Malwina – z Bakusiowa. W życiu nie myślałam, że tyle wyniosę z tej książki. Znów głównie w sferze duchowej i samorealizacji. Książkę Malwiny czyta się jak pogaduchy z najlepszą kumpelą. Taką, co to w twój zły dzień, przyniesie butelkę wina, wypije ją z tobą, a jak to będzie mało, to z torebki wyjmie jeszcze czekoladę. Dzięki Ci kochana za „połknięcie żaby”. Zdecydowanie właśnie w ten sposób traktuję każdy swój problem. Jak łatwo się domyślić, u mnie to kwestia ćwiczeń ;)

„Jak zmieniłam życie w rok”, to książka, którą jesteś w stanie przeczytać w dwa wieczory. W sumie i jeden Ci wystarczy, ale przecież chcesz sobie dozować przyjemność pogaduszek z psiapsią, więc specjalnie przeciągasz ploteczki. Nie da się jej określić jednoznacznie. To taki poradnik z humorem. Motywacyjna książka, pisana prostym, ale jakże prawdziwym językiem. Przez co właśnie Malwina trafia – jak mniemam – do wielu. Brawo, dziewczyno!

Na dziś tyle. Nie będę wciskać Ci więcej, bo to nie ma sensu. Do tego typu książek trzeba dojrzeć. Dać czas sobie i im, by trafiły do odpowiedniej dziurki w głowie. Przemyśleć poruszane w nich aspekty. Przetrawić. Nawet czasem zmusić się do powtórzenia niektórych lekcji. Tak, jak pisałam wcześniej, nie możesz robić niczego na siłę. Czytanie książek motywacyjnych stało się ostatnio modne. Wszyscy chyba o ich mówią. Ale jeśli nie czujesz klimatu, nie rób tego. Ja musiałam do tego dojrzeć. Doszłam do takiego momentu w swoim życiu, że postanowiłam dać im szansę. Wiedziałam, że nie może być gorzej, a może akurat jednak coś mi dadzą i pokażą, jak poprawić swoje życie. No i się udało!

A jeśli szukasz innych książek, które niekoniecznie rozprawiają o motywacji, polecam Ci przeszukać ARCHIWUM