Wyobraźcie sobie sytuację: jesteście młodzi – dwadzieścia dwa, dwadzieścia pięć lat – po kilku miesiącach spotykania się, dziewczyna zachodzi w ciążę. Rodziny na szczęście nie nalegają na ślub. Nie macie gdzie mieszkać – na wynajem Was nie stać, bo razem wasza wypłata sięga rzędu 3000 zł, a do tego dziewczyna musi skończyć studia, za które płacicie co miesiąc około 500 zł, więc mieszkacie w domu jej mamy. Chłopak, dziewczyna i ich dziecko – cała trójka w jednym pokoju. Po dwóch latach okazuje się, że w Waszej rodzinie pojawi się kolejny bobas. Sytuacja mieszkaniowa bez zmian. Tylko mieszkańców w pokoju więcej. Ledwo wiążecie koniec z końcem, ale jesteście szczęśliwi. Najpierw jedno zmienia pracę, potem drugie. Tu awans, tam awans. Pensje rosną. Pniecie się do góry. W końcu, po ośmiu latach, decydujecie się na kupno własnego mieszkania. Nie macie wymaganego przez bank wkładu własnego, więc decydujecie się na pomoc programu MDM 2018. Ale w momencie składania wniosku, następuje awaria systemu i Wasz wniosek zostaje zwyczajnie ODRZUCONY…

Brzmi jak koszmar prawda? A co powiesz wtedy, kiedy powiem Ci, że ta sytuacja właśnie się dzieje. U nas w domu. To my jesteśmy tym chłopakiem i dziewczyną. To nam marzył się własny dom, niezależność i wolność. Miejsce tylko dla nas i naszych synów. I praktycznie mieliśmy to mieszkanie na wyciągnięcie ręki.

Skąd w ogóle to M3 się wzięło?

Wszystko zaczęło się dwa lata temu, kiedy niezagospodarowane tereny zielone koło naszego osiedla, gdzie jako dzieciaki bawiliśmy się w wysokich polach, zostały nagle ogrodzone wielkim, metalowym płotem. Słyszało się plotki o powstającym strzeżonym osiedlu na full wypasie. „No tutaj to chyba elita zamieszka” – się mówiło. Mieszkańcy naszej ulicy pobuczeli, poplotkowali i sprawa ucichła. Z biegiem czasu wjechały koparki, wywrotki, stanął dźwig. Po półtora roku, stały już dwa bloki. Z ciekawości odpaliliśmy stronę internetową dewelopera i zaczęliśmy oglądać plany mieszkań. Szybko trafiliśmy na ideał – miał ponad 70 m², trzy duże pokoje, osobną kuchnię i miejsce na garderobę. Jednak po przeliczeniu wysokości kredytu lekko nami wstrząsnęło i zeszliśmy kilka pięter niżej. No i nas trafiło! Najpiękniejsze 56,27 m², jakie widzieliśmy. Co prawda póki co tylko na papierze, ale oczami wyobraźni mieliśmy juz urządzone to mieszkanie w najdrobniejszych detalach. Niewiedząc kiedy, poszliśmy do doradcy finansowego i planowaliśmy jego zakup.

MDM 2018 zrujnowało nasze marzenia

Jak dobrze wiedzieliśmy, nie mieliśmy wystarczających oszczędności by z dnia na dzień móc starać się o kredyt hipoteczny, stąd pomysł na skorzystanie ze środków programu MDM. Na nasze nieszczęście rok 2018 jest ostatnim, kiedy ów program istnieje. Postanowiliśmy jednak się nie poddawać. Od sierpnia zaczęliśmy ostre oszczędzanie, spłacaliśmy wcześniej zaciągnięte kredyty, by zaś bez większych przeszkód móc udowodnić bankowi, że stać nas będzie na spłacanie pożyczki. Ale jak powszechnie wiadomo, kiedy coś idzie dobrze, to za moment musi stać się coś niedobrego. Straciłam pracę. Do złożenia podania o MDM i kredyt zostały cztery miesiące, a ja zostałam na lodzie! Pamiętacie koniec września i czarny październik? To był ten czas, kiedy bez podania powodu dostałam wypowiedzenie. Do dziś się z tym nie mogę pogodzić. Kiedy podpisywałam w połowie października nową umowę, z serca spadł mi wielki, ciężki kamień. Chyba wszystkim w naszym domu. Do tego momentu atmosfera była nie do zniesienia.
Nadszedł grudzień. Święta, czas z rodziną, nadzieja na rosnące powodzenie misji MDM rosło.
Drugi stycznia, godziny poranne. Wypełniony przez nas wniosek zostaje wysłany przez bank do BGK. My, nieświadomi zagrożenia, nieprzyjmujący do siebie żadnej złej informacji, nagle dostajemy telefon. Dzwoni doradca.

WNIOSEK ZOSTAŁ ODRZUCONY.
BYŁA AWARIA.
NIE MA POTWIERDZENIA NADANIA WNIOSKU.
NIE ZAREJESTROWAŁO GO. 

Jak to? Jak to możliwe?

Przecież wszystko miało być ok! Mieliśmy dostać to MDM! Inni dostawali. Dlaczego my nie? Nikomu nic złego nie zrobiliśmy, poświęciliśmy temu programowi całą naszą uwagę, w przeciągu trzech ostatnich miesięcy spłaciliśmy wszystkie kredyty, by móc pokazać bankowi, że nie ma żadnych przeszkód, by dostać kredyt. A tu takie akcje?! Zwyczajna awaria systemu, a zrujnowała nasze marzenia. A co gorsza – nikt nie zna odpowiedzi na pytanie: co dalej?  Zarówno bank, jak i BGK milczą. Z dnia na dzień przesuwana jest odpowiedź. A my odchodzimy od zmysłów. Włóczymy się po mieszkaniu, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Jeść się odechciało. Doszła bezsenność. Psychicznie jesteśmy z M. wrakami.

Co będzie dalej? Nie wiemy.
Czekamy na jakiekolwiek posunięcia BGK.
Każdego dnia wyczekujemy telefonu, który da nam odpowiedź – dlaczego nas to spotkało?