Wiem, że obiecałam, że będę tu pisać regularnie. Potrzebowałam ponownie uświadomić sobie, że za nic na świecie nie chcę porzucać bloga. Choć przyznam, że myślałam o tym, by już tu nie wracać. Nie czułam potrzeby pisania. W świecie poza internetem zaczęło mi być wygodnie. Ale po wielu rozmowach z osobami siedzącymi w tym blogowym świecie, przemyślałam wszelkie rady o daniu sobie czasu i faktycznie to zadziałało. Nie pisałam na siłę. Nie wymyślałam banalnych postów, byle tylko zapełnić miejsce na blogu i podnieść statystyki. Poczekałam na moment, kiedy z głębi serca zatęsknię za tym blogiem. I oto jestem z tym postem. 

Jak to teraz będzie wyglądało?

Nie wiem. Nie mam dalekosiężnych planów podboju blogosfery. Na nowo uczę się organizacji życia codziennego z godzeniem obowiązków blogera. Ci, którzy siedzą w tych klimatach wiedzą o czym mówię. Wiele razy mówiłam już sobie, że dziś będzie dzień, kiedy wezmę się w garść i zamiast siedzieć i oglądać setny nudny program w telewizji, wezmę komputer, odpalę Photoshop i zacznę robić to, co wychodzi mi najlepiej. Lecz kiedy tylko moim oczom ukazywała się biała kartka i migający kursor, nic ciekawego, co mogłabym zrobić nie przychodziło mi do głowy. Początkowo tłumaczyłam sobie to zmęczeniem. Praca na pełen etat jednak daje w kość. Dałam sama sobie urlop. Nie chciałam robić niczego na siłę. Odpoczynek miał mi dobrze zrobić. No i tak było. Niczego nie planowałam. Mogłam cieszyć się po prostu luzem. Nie chciałam z jednej pracy iść do drugiej. W końcu, kiedy robisz to, co kochasz, nie czujesz się w pracy. Więc chciałam na nowo odnaleźć tę miłość i zaangażować się w blog z całej siły. Wielkiej niechęci dołożyły mi upały. Jestem osobą, która ich wręcz nienawidzi. Kiedy nadchodzi lato, czuję, że się męczę. Owszem, wolę słońce i prażenie się na plaży, od dwudziestostopniowych mrozów, ale na dłuższą skalę nie potrafię w takiej temperaturze funkcjonować.

Ale nadchodzi jesień! W mieście widać ją coraz bardziej. Mam to szczęście, że mieszkamy na obrzeżach miasta, w ostatnim bloku na osiedlu, na dziesiątym piętrze, a co za tym idzie, z okna mamy fantastyczny widok na dużą ilość drzew, okalających poniższe domki jednorodzinne. One już od około tygodnia zwiastują ochłodzenie. Zieleń liści nie jest już taka świeża, jak wiosną czy na początku lata. Stała się taka głęboka, ciemna. Niektóre drzewa powoli brązowieją, a osiedlowy kasztanowiec powoli traci liście i zrzuca kasztany. Jeszcze chwila i będzie co zbierać na spacerach. Nawet w osiedlowym sklepie pojawił się ostatnio piękny fioletowy wrzos! Kiedy inni popadają w depresję, ja budzę się do życia. Taki mam przynajmniej plan ;)

Żyjemy powoli, po swojemu i tak nam dobrze.

Cieszę się, że mam w głowie, w notatnikach, planerach i szkicownikach kilka rozpoczętych postów, które mogą być fajnymi tematami do późniejszej dyskusji. Tworzę bazę wpisów, które nie będą tzw. „zapchaj dziurami”. Wiem, że potrzebuję jedynie odrobinę czasu, by je dokończyć. Liczę, że nadchodzący rok szkolny pomoże mi w odnalezieniu go. Chłopcy za kilka dni wrócą do szkoły i przedszkola, a ja w końcu zaznam upragnionej ciszy i chwili dla siebie. Śmiałam się nawet, że za rok, to chyba urlop ponownie wezmę sobie we wrześniu. Zrobiłam tak w zeszłym roku, kiedy Tobik szedł do pierwszej klasy i chwalę sobie ten pomysł. Chłopcy szli do swoich placówek, a ja w drodze powrotnej szłam na zakupy, kupowałam świeże bułki, zupę-krem w kubeczku i wracałam do domu, nastawiona pozytywnie, bo wiedziałam, że mam cudne kilka godzin tylko dla siebie. Jeśli cierpicie na niedoczas, jak ja, to polecam ten pomysł! Chociaż tydzień. Kilka dni, a postawi Was na nogi, zobaczycie. Ja odpoczęłam wtedy, jak nigdy. Zdecydowanie wrzesień 2019 jest mój! Jeszcze nie zaczął się wrzesień 2018, a ja już o kolejnym roku, hahaha! Grunt jednak to mieć dobry plan.

Jeśli o te plany chodzi, to chyba mogę Wam powiedzieć, że od kilku miesięcy planujemy z M. ogromną rewolucję w naszym życiu. Jednak nie chcąc za wiele zapeszać, muszę póki co trzymać język za zębami. I wcale nie chodzi o mieszkanie, czy dom, jak mogłoby się na pierwszą myśl wydawać. Na mieszkanie musimy jeszcze poczekać. Budowa trwa i rośnie z dnia na dzień, co cieszy nasze serca. My odkładamy możliwie najwięcej pieniędzy jak możemy, by później nie musieć martwić się o kredyty. Dużo już ku zmianom zrobiliśmy, jednak jeszcze chwila pracy i mamy nadzieję wkrótce podzielić się z Wami fajną nowiną. Póki co trzymajcie kciuki, bo bardzo liczymy na ten miesiąc.

Dużo planów mam też jeśli chodzi o mnie samą. Wiele też już zrobiłam. Doszłam do wniosku, że w swojej wielkiej miłości do moich dzieci i męża, nie mogę zapominać o sobie, jako o kobiecie. Zaczęłam w końcu inwestować pieniądze również w siebie. Spełniłam swoje dawne marzenie o permanentnym makijażu brwi, o którym mówiłam Wam na instatories, zdecydowałam się na pomoc dietetyka w walce ze swoją nadwagą i zaczynam już za tydzień. Mam świetną rozpiskę jadłospisu, planuję dorzucić trochę ćwiczeń i mam nadzieję osiągnąć zamierzony cel. I wiecie co? Nie spinam się by stracić 10 kg w miesiąc. Wiem, że to nie możliwe i gotowa jestem na powolny proces. Nie startuję w żadnym wyścigu o bycie fit mamą i wielką inspiracją dla innych. Wiem, że będzie trudno, bo kocham dobre jedzenie, uwielbiam słodycze i nasze z M. wieczory z chipsami i piwkiem. Ale o wiele ważniejsze jest moje samopoczucie i podniesienie samooceny, które ostatnimi czasy spadły bardzo mocno.
Zastanawiam się, czy interesuje Was taka tematyka. Ciekawi jesteście jak wyglądać będzie taki jednodniowy jadłospis z diety? Pamiętam, że wpisy z kategorii FIT MAMA, którą prowadziłam na początku bloga, cieszyły się dużą popularnością i dawaliście mi dużego powera do dalszej walki o siebie. Blog był wtedy swego rodzaju pamiętnikiem, gdzie umieszczałam podsumowania pomiarów swojego ciała, zamieszczałam rozpiskę wykonanych ćwiczeń, pisałam o słabościach i niepowodzeniach. Może tego typu wpisami uda mi się zainspirować którąś z Was do pracy nad sobą. Trzymajcie za mnie kciuki.

Jak widać, wrzesień zapowiada się bardzo pracowicie. Ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Przyznam, że nie mogę się go już doczekać. Znów czuję, że wracam na fajne tory.

Drukuję więc zaprojektowany przeze mnie jakiś czas temu planner zadań i działam!
planner pobierzecie z tego wpisu —-> klik <—-