Nie wiem jak Wy, drogie ciężarne (bo wiem, że jest Was tu trochę), ale u mnie napady głodu w tej ciąży występują niezwykle często. I jak na złość – najczęściej w momencie, kiedy nie ma mnie w domu i nie mam dostępu do lodówki. Na szczęście nauczona kilkukrotnym bólem żołądka, od niedawna zabieram ze sobą jakąś małą przekąskę. O obowiązkowej butelce z wodą chyba wspominać nie muszę, bo u mnie to absolutne MUST HAVE! Czasem jednak woda mi nie wystarczała, by oszukać głód, więc zmuszona byłam poszukać czegoś, co pomoże mi przetrwać poza domem i nie będzie wielką bombą kaloryczną, jak słodkie batoniki czy słone paluszki. 

Jedzenie było moim koszmarem

Sprawa wydaje się dość prosta, bo przecież skoro nie chcesz jeść słodkiego, to uszykuj sobie kanapkę. Tak pewnie pomyślałoby 90% z Was. No i słusznie, bo i moje podejście pewnie byłoby takie samo. Otóż niestety w moim przypadku, to myślenie okazało się błędne. Przez pierwsze trzy, a może i nawet cztery miesiące (dokładnie nie liczyłam), nie mogłam zjeść niczego, co nie byłoby twarożkiem! Tolerowałam tylko to! Musiałam nawet odstawić pełnoziarniste pieczywo, bo potęgowało u mnie niesamowitą zgagę i mdłości. Wyobraźcie więc sobie, że jedziecie zatłoczonym tramwajem, chce Wam się… (same wiecie co), woda nie pomaga, nikt miejsca nie ustąpi (bo po co, skoro nie widać, że jesteście w ciąży) i dopada Was głód! Wiecie, że tylko w momencie, kiedy coś zjecie, wasze dolegliwości miną… No i pomaga Wam tylko ten twarożek. Ja oczami wyobraźni widzę siebie całą upaćkaną tym serkiem, do tego o trzymaniu się w trakcie jazdy mogłabym zapomnieć, bo przecież jakoś musiałabym jeść. A najpierw tej malutkiej łyżeczki poszukać w plecaku! NIE, NIE, NIE! Dalej nie chcę brnąć w ten obrazek! 

Moje sposoby na zwalczanie napadów głodu

Jak już wspomniałam, początkowo ratowała mnie woda. Bez niej nie mogłam ruszyć się z domu. Wyprawa do miasta… tfu! co ja mówię, do spożywczaka osiedlowego, to już był koszmar. Momentalnie po przekroczeniu progu sklepu robiło mi się duszno i słabo. Dlatego starałam się na zakupy chodzić albo z M. albo w takich momentach dnia, kiedy wiedziałam, że w sklepie są niewielkie kolejki. Ale nie zawsze idzie wpasować się w tę zasadę. W centrach handlowych niestety to nie działało. Tam zawsze był i jest tłum.
Woda okazała się zbawienna, ale na krótką metę. Kiedy minął pierwszy trymestr ciąży, a ja w końcu odetchnęłam z ulgą, mogłam zacząć ratować się czymś więcej niż twarogiem. Do diety wróciły ulubione produkty spożywcze, w tym słodycze (niestety!). I tak, jak przez pierwsze trzy miesiące, czekolada dla mnie mogła nie istnieć, tak po tym czasie jakby ktoś wyłączył mi blokadę. Co prawda nie jem jej w tak dużych ilościach, jak wcześniej, ale jednak nie mam odruchu wymiotnego po pierwszej kostce.
Mówi się, że w ciąży nie powinno się sobie niczego odmawiać, ale z drugiej strony, kiedy pomyślę, jak mogę przez to wyglądać w dniu porodu, to zaczynam się hamować. Postawiłam sobie za wielki cel przytyć teraz nie więcej niż 10 kilogramów i mam zamiar dotrzymać danego sobie słowa. Jak tego jednak dokonać, kiedy słodycze same wołają? Zastępuje je zdrowymi przekąskami! Całe szczęście, że żyjemy w takich czasach, w jakich żyjemy i zdrowej żywności jest pod dostatkiem. I dzięki Ci, Boże za Natural Mojo Przyznaję się, że nie wiem jak mogłam bez nich żyć! Są absolutnie smaczne! I co najważniejsze, nie mają w sobie żadnych sztucznych cukrów, które w ciąży (i nie tylko przecież) nie są wskazane. Spokojnie więc mogą je spożywać nawet kobiety mające problemy z cukrzycą. Do tego są wegańskie i bezglutenowe! Można chcieć czegoś więcej? W składzie nie znajdziecie niczego innego, jak owoce! Mi w kryzysowym momencie wystarczy jeden taki batonik i wiem, że ze spokojem dotrę do domu na coś konkretniejszego.

(Batoniki kupujecie w trzech smakach – wild berries, czekoladowy i kokosowy, a pakowane są po 6 sztuk w kartonik)

Batoniki Happy Bars znajdziecie oczywiście w sklepie internetowym Natural Mojo
Dodatkowo przypominam Wam, że specjalnie ode mnie na hasło: TOMITOBI20 macie 20% zniżki na całe zakupy! Korzystajcie więc i kupujcie, bo warto mieć takie pyszności zawsze w torebce!