Obiecałam, że pochwalę się zdjęciami z naszej pierwszej profesjonalnej sesji zdjęciowej, więc oto i efekt końcowy. Cudem w ogóle udało nam się dotrwać do niej. Ustalenie terminu sesji nie było takie trudne, aczkolwiek samo zrealizowanie go jednak nie było już takie łatwe. Zobaczcie namiastkę tego, jak nam poszło.

 

Sesja noworodkowa – po co to w ogóle?

Kiedy sięgam pamięcią wstecz, widzę siebie, jako małe dziecko przeglądające rodzinne albumy z wielkim uwielbieniem i namaszczeniem. Każde wywołanie zdjęcie budziło miłe wspomnienia. A to pierwsza przejażdżka na rowerze, pierwsze wakacje nad morzem, pierwszy dzień w szkole, zakończenie liceum itp. Wspaniałe, jak wiele jesteśmy w stanie zatrzymać wspomnień za pomocą zdjęć.

Kiedyś nie przywiązywałam w ogóle wagi do tego, czy zrobione przeze mnie zdjęcia przetrwają. Przeważnie wrzucałam je w jakąś wirtualną chmurę, by na lata zapomnieć o ich istnieniu. Wiele jednak zmieniło się, kiedy na świecie pojawiły się moje dzieci. Wtedy aparat był moją trzecią ręką. Nie było nawet godziny, kiedy moje dzieci nie miały zrobionych zdjęć! My matki chcemy zatrzymać te pędzące jak szalone chwile na zawsze. To taka nasza machina do cofania czasu. Patrzymy na te nieudolnie zrobione zdjęcia ubrudzonych zupką dzieciaczków i wycieramy spływające po policzkach łzy wzruszenia. A serce rośnie z dumy i miłości do tych potworków.

Przy drugim dziecku ma się o wiele więcej pomysłów!

Stąd właśnie narodził się pomysł sesji noworodkowej! Jeszcze będąc w ciąży zamarzyła mi się sesja z brzuchem, jednak podliczając jej koszty, musiałam pozostawić ją tylko jako marzenie. Zdecydowaliśmy się jednak, że sesji malutkiego Tomasza nie odpuścimy za żadne skarby. W ogóle nie pomyśleliśmy o tym, kiedy Tobiasz był noworodkiem (choć patrząc z perspektywy czasu wiem, że o takich przyjemnościach myśli się na końcu, kiedy głowę zaprzątały nam wizyty na oddziałach szpitalnych i w licznych poradniach dziecięcych), dlatego teraz koniecznie chcieliśmy to nadrobić. Oczywiście nie mogło obyć się bez przygód! Wszystko przez moją sześciodniową (nieplanowaną!) wizytę w szpitalu.

Jak wiadomo, dla takich maluchów, każdy kolejny dzień życia jest kamieniem milowym. Sesję noworodkową najlepiej wykonuje się z maksymalnie dwu, trzytygodniowymi maluchami. Nasz Tom, miał już skończony MIESIĄC. Jak szybko się okazało, do niektórych pozycji zdjęciowych był zwyczajnie za duży. Do tego ewidentna niechęć naszego syna do spania utrudniała niektóre ujęcia. Sesja w jednej aranżacji w zasadzie mogłaby trwać w nieskończoność. Brawo dla pani Joanny za naprawdę wielką cierpliwość.

Oto kilka zdjęć, z których jesteśmy niesamowicie dumni i nie możemy oderwać od nich oczu:

noworodkowa sesja zdjęciowa
noworodkowa sesja zdjęciowa
noworodkowa sesja zdjęciowa
noworodkowa sesja zdjęciowa
noworodkowa sesja zdjęciowa

Też marzy Wam się taka sesja,
ale nie wiecie jak się do niej przygotować?
Przeczytajcie ten wpis, a na pewno niczego nie ominiecie.