Jestem w szoku, że mi się udało. Zwykle wszelkie projekty DIY albo mi nie wychodzą, albo odkładam je na ostatnią chwilę i robię to coś w pośpiechu. Jakby spojrzeć na dzisiejszy dzień z boku, to w sumie nadal wszystko się zgadza – wciąż nie mam talentu do robótek ręcznych i nadal wszystko odkładam w czasie. Ale dziś to chyba za sprawą tego pierwszego padającego w Poznaniu śniegu wszystko wydaje się inne i takie bardziej wyjątkowe – bo udał mi się nasz kalendarz adwentowy! I uważam, że jest cudowny! Taki, jaki sobie wymyśliłam i jaki zaplanowałam.

Przeczesywałam internet w poszukiwaniach idealnego kalendarza już kilka tygodni wcześniej. Jednak składanie papierowych pudełeczek – które owszem wyglądają gustownie – nie jest dla mnie. Brak mi cierpliwości i z moją precyzją też nie zawsze jest idealnie. Stąd postanowienie, że chcę czegoś prostego i szybkiego w wykonaniu. Nie chciałam jednak wydawać fortuny na ten kalendarz, więc kalkulowałam wiele razy, jakie rozwiązanie będzie dla naszego portfela najlepsze i najbardziej opłacalne. Postawiłam na papierowe torebki i… różnego rodzaju słodycze schowane do środka! Jak powszechnie wiadomo, cukierki na wagę nie kosztują majątek, a dodatkowo wrzucone wafelki czy żelki są fajną odmianą zwykłych czekoladek w gotowych kupnych kalendarzach.

Jak zrobiłam nasz kalendarz adwentowy?

Jak Wam powiem, że to banalnie proste, to nie skłamię! Spakować słodycze do papierowych torebek każdy potrafi! Więc mając gwarancję, że tego projektu nie da się popsuć, zaangażowałam M. jako pomocnika. Siedział i grał w swoje wirtualne czołgi, to niech się chłop na coś przyda w końcu. Wysłałam go na nasze pola (jednak są plusy mieszkania na drugim końcu miasta) w celu znalezienia najładniejszych gałęzi. Uwierzycie, że ten mój małżonek, to nawet do mnie dzwonił z kamerką uruchomioną, żeby przypadkiem nie dostać bury za przyniesienie złych kijów. Wiedział, że moja perfekcja jest na tyle daleko posunięta, że nie było mowy o fuszerce w tym temacie. Ale stwierdziłam, że dam się chłopu wykazać – niech sam wybiera te kije. Co ja się tam znam na roślinach. Przyniósł idealne. Muszę mu oddać, że czasem pokaże na świat tę swoją artystyczną duszę.

Oto czego potrzebowałam:

  • papierowe torebki
  • słodycze
  • kolorowa wstążka
  • klej na gorąco
  • nożyczki
  • sznurek ogrodowy
  • dwa kije
  • dziurkacz
  • stemple cyferkowe

Sami widzicie, że wykonanie tego kalendarza adwentowego nie wymagało jakiś wielkich umiejętności. Dla nas jednak najważniejsza była reakcja i zaskoczenie chłopców, którzy wracając popołudniu do domu, zobaczyli naszą trzygodzinną pracę na ścianie. Chyba im się podoba. A na dodatek co chwilę pytają się mnie, czy mogą otworzyć kolejną paczkę. Ciekawa jestem ich reakcji na to, co będą znajdywać każdego dnia po otwarciu każdej paczki.

Może to nie są małe prezenciki z drogich skandynawskich sklepów, ale zwykłe cukierki, ale wiem,
że przyniosą maluchom równie dużo radości i przyjemności.
Jeśli macie ochotę na taki własnoręcznie zrobiony kalendarz, to wpadnijcie na post, w którym zebrałam najciekawsze pomysły na kalendarz adwentowy.
A tutaj znajdziecie nasz pierwszy kalendarz DIY.